Seminarium: Od cenzury do wolnego rynku –
nowe zagrożenia dla dziennikarstwa w Europie Wschodniej

 
Wstęp
Wprowadzenie Gene'a Pattersona
Wypowiedź Grzegorza Gaudena
Biografie uczestników
Relacje w prasie
   
Zapis dyskusji
- część I   (html)
- część I   (pdf)
- część II  (html)
- część II  (pdf)

 

Słowo wstępne:

Gene Patterson – Uniwersalne wartości dziennikarstwa

 

Eugene Patterson: Pragnę przekazać pozdrowienia od kolegów, dziennikarzy amerykańskich. Chciałbym również przekazać gratulacje za odważne kroki, które Państwo poczynili, żeby stworzyć niezależne, wysokiej jakości dziennikarstwo w Europie Wschodniej. W waszych krajach, podobnie jak w moim kraju, pierwszym wymaganiem, obowiązkiem dziennikarza jest zyskać wiarygodność, zaufanie publiczności. Pierwszym krokiem, aby zyskać to zaufanie, jest uwolnienie się od kontroli rządowej. Kiedy czytelnicy czy widzowie wiedzą, że organizacje prasowe przekazują prawdę, jeżeli prawda jest wstydliwa czy niemile widziana przez rząd, niezależność mediów stanowi, czy też umożliwia to zaufanie. Mój kraj powstał przeciwko dominacji kolonialnej przez Koronę Brytyjską w XVIII wieku. Założyciele nowej republiki amerykańskiej wpisali do konstytucji postanowienie, na mocy której rząd nie może wprowadzić ustawy ograniczającej wolności prasy. Po dziś dzień żaden prezydent, żaden ustawodawca, żaden sędzia nie śmie zaproponować ustawy, która by ograniczyła tę konstytucyjną swobodę. Jak pisał jeden z pierwszych prezydentów Stanów Zjednoczonych, Thomas Jefferson, wolność słowa to wolność, której nie można ograniczyć, żeby jej nie stracić. A wy, w Europie Wschodniej, odważnie doprowadziliście media do niezależności. Ta niezależność jest pierwszym krokiem na drodze do zyskania zaufania czytelników. Wiarygodność jest zatem podstawową wartością dobrego dziennikarstwa. Bez niezależności praca dziennikarzy byłaby niewiarygodna i bez znaczenia.

Naszym nowym panem jest oczywiście opinia publiczna, która porusza się na szerokim i burzliwym terenie, zwanym rynkiem. Wasza niezależność często zależy od tego, jak bardzo jesteście gotowi za nią walczyć. Śledziłem waszą odważną walkę od trzynastu lat, walkę o to, żeby przekonać władzę, że wolność prasy to swoboda, której nie można ograniczyć drogą oficjalną, jeżeli nie chcemy jej utracić. Jeżeli urzędnicy ograniczą jeden aspekt wolności słowa dzisiaj, to jakie aspekty ograniczą jutro? Zdaje sobie sprawę, że w Europie Środkowej były problemy związane z tym, że nie zawsze pochlebnie wyrażaliście się o ich rządach. Słyszałem o problemach, z którymi mieliście do czynienia, o ostrzeżeniach i pogróżkach, na jakie byliście narażeni od nowej władzy. Przyjechałem tutaj, żeby powiedzieć Wam, że nie jesteście sami. Rząd ma szeroki zasięg, ale jako organizacja monitorująca rząd, a nie służąca rządowi, my musimy być okiem i uchem opinii publicznej. I ta walka musi trwać. Żaden rząd amerykański nie może wprowadzić ustawy zagrażającej wolności prasy, rządy mają nadal możliwość ograniczania, a niedopuszczania do publikacji artykułów, narzucania podatku....

„Washington Post” opublikował informacje o skandalu „Watergate”, która doprowadził do rezygnacji Nixona. Najlepszą obroną przed nadużyciami władzy jest informowanie o nadużyciach i liczenie, że społeczeństwo poradzi sobie z rządem. Trzeba unikać też pokusy, żeby być popularnym, wiadomo, że dziennikarz zawsze komuś się narazi. Partie polityczne zawsze będą miały opory przeciwko krytyce i będą mówić, że opinie, z którymi się nie zgadzają, są albo niesprawiedliwe, albo niepatriotyczne. To jest ludzka słabość. Dobry dziennikarz zawsze stara się pisać w sposób uczciwy, ale mówienie prawdy pociąga za sobą ryzyko niepopularności. Jest to ciężar, który musimy przyjąć. Każdy dziennikarz zdaje sobie sprawę z tych naturalnych nacisków, które zawsze były udziałem mediów. Ale pojawiają się nowe naciski, które pojawiają się na rynku.

Gazety niezależne finansowo, będące własnością jednej rodziny, właściwie już nie istnieją w Stanach Zjednoczonych. Własność przez grupy kapitałowe właściwie już teraz przeważa. Wiele z tych rodzinnych gazet uprawiało złe dziennikarstwo, będące odzwierciedleniem przesądów bądź poglądów politycznych, lub chciwości rodzin właścicieli. Inne gazety były bardzo dobre, przykładem „New York Times” i „Washington Post”, które nadal pozostają w rękach prywatnych. Czy dobre, czy złe, te różne ośrodki dawały różne głosy, spośród których opinia publiczna mogła wybierać. Obecnie w Stanach Zjednoczonych mamy znacznie mniej niezależnych głosów ponieważ spadkobiercy sprzedawali swoje gazety w zamian za duże pieniądze. Nowy nacisk - te grupy kapitałowe starają się rozwijać w szybszym tempie, niż konkurencja, większość z nich sprzedaje swoje akcje na giełdzie na Wall Street. Własność publiczna pozwala grupom nabywać nowe tytuły, co powoduje większą koncentrację własności. Akcjonariat publiczny, możliwość kupowania udziałów w mediach, które poprzednio były prywatne, ma dwie konsekwencje, jedną pozytywną, drugą negatywną. Pozytywnym skutkiem tej struktury kapitałowej jest udostępnienie kapitału na zakup współczesnego sprzętu i wprowadzenie centralnego, sprawnego zarządzania gazetami, które poprzednio były ubogie. Negatywnym skutkiem jest to, że część grup kapitałowych stara się ograniczać koszty kosztem jakości, aby zwiększyć przychody, a tym samym zwiększyć wartość akcji, udziałów dla akcjonariuszy. Ludzie inwestują oszczędności głównie po to, żeby zarabiać na giełdzie, a nie po to, żeby się poświęcać dla dobra publicznego. Wartość inwestycji rośnie tylko wówczas, kiedy inwestujemy w firmy, które dają większą dywidendę, większy zysk od udziału. Obserwujemy koncentrację własności monopoli prasowych, nie ma już konieczności konkurowania, jest też akcjonariat, są to spółki akcyjne, czyli udziałowcy nie chcą się poświęcać dla dobra ogółu.

Przedstawiłem tutaj dość ponury obraz, ale nie wszystko zostało przegrane. Istnienie negatywnych nacisków nie znaczy, że sytuacja będzie zła. Jeżeli istnieje wolny rynek, konkurencja wyrównuje sytuację. Jeżeli jeden przedsiębiorca lekceważy potrzeby społeczne, kierując się chciwością, inny przedsiębiorca zaspokoi te potrzeby w taki sposób, by jednocześnie wypracować zysk. Kiedy opinia publiczna zdaje sobie sprawę, że jest źle traktowana, zagłosuje nogami i będzie kupować produkty tych firm, które lepiej służą interesowi publicznemu. A ideał służby społeczeństwu przy jednoczesnym wypracowaniu rozsądnego zysku jest siłą napędową najlepszego dziennikarstwa.

Czy dziennikarze i wydawcy, są na tej samej stronie? Czy służą społeczeństwu, czy służą zyskowi? Odpowiem na to pytanie następująco: wypracowujemy zysk pracując dla społeczeństwa. Tych dwóch zadań nie da się rozdzielić. Jedno i drugie jest niezbędne, aby organizacja prasowa przetrwała i się rozwijała. Nie uważam się za idealistę, skoro wierzę, że organizacje medialne mogą dobrze pracować, nie ulegając jednocześnie naciskom, które skłaniałyby je do ograniczenia wypowiedzi. Społeczeństwo oczekuje, że będą mówić w sposób śmiały i odważny, a rynek będzie nagradzał tych, którzy spełniają takie oczekiwania.. Mówię to na podstawie własnego doświadczenia. Byłem redaktorem w trzech różnych gazetach amerykańskich, które opierały się naciskom, by pójść na łatwiznę i wybrały trudniejszą ścieżkę, kierując się interesem publicznym. Wszystkie trzy gazety odniosły sukces. „Athlantic Constitution” uznała w latach 60-tych, że musi nie godzić się na politykę panującą w stanach Południa - segregację rasy czarnej i białej na dwie nierówne grupy. Martin Luther King poprowadził masy czarnych na manifestacje, nie kierując się przemocą, żądając końca apartheidu w Stanach Zjednoczonych. „Constitution” i kilka innych gazet z Południa przedstawiały na użytek swoich białych czytelników argumenty przemawiające za naprawieniem tych krzywd. Argumenty moralne były bardzo niepopularne. Gazety Południa były przedmiotem ataku polityków opowiadających się za segregacją i którzy starali się zaszkodzić tym gazetom. Ucierpiały one na tym gospodarczo, finansowo. Starano się je uciszyć, ale pisma te żądały tak długo sprawiedliwości dla czarnych obywateli, aż sądy federalne Stanów Zjednoczonych i Kongresu, pod przywództwem prezydenta Lyntona Johnsona, zakazały praw i praktyk, które legalizowały segregację rasową, zastępując je prawami obywatelskim dającymi obywatelom Stanów Zjednoczonych równe prawa. „Athlantic Constitution” zapłaciła wysoką cenę za to, że przekazywanie niepopularnej prawdy swoim czytelnikom na Południu, ale zyskała reputację gazety niezłomnej.

Drugie doświadczenie miało miejsce w roku 1971 roku. „Washington Post” wspólnie z „New York Times” zaczęły otrzymywać i drukować fragmenty dokumentów Departamentu Obrony na temat przesłanek, które skłoniły Amerykę do ugrzęźnięcia w wojnie w Wietnamie. Biały Dom pod przywództwem Richarda Nixona i Departament Sprawiedliwości nakazali wstrzymanie druku tych dokumentów. I gdy „Post” i „Times” odmówiły, rząd zażądał od sądów federalnych, by nas powstrzymały przed ich publikowaniem, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Skierowaliśmy sprawę do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych powołując się na przepis konstytucyjny zakazujący rządowi amerykańskiemu wprowadzanie ustawy ograniczającej wolności prasy. Rząd nie wykazał, że upublicznienie dokumentów pentagońskich zaszkodziło bezpieczeństwu narodowemu. I dziewięcioro sędziów z Sądu Najwyższego większością 6 do 3 postanowiło odrzucić ten wniosek. „Washington Post” nie cieszyła się wówczas popularnością w kręgach rządowych Waszyngtonu. Ale z czasem czytelnicy zaczęli doceniać i podziwiać odwagę wydawcy, świętej pamięci Catherine Graham, która była rzuciła na szalę zyski i być może przyszłość swojej firmy w imię prawa opinii publicznej do wiedzy. „Post” rozwinął się, zyskał wpływy i stał się gazetą rentowną dzięki tej niepopularnej decyzji podjętej trzydzieści lat temu.

Ostatnie moje doświadczenie pochodzi z czasu, kiedy pracowałem w „Saint Perios Broke Times”. Byłem nie tylko redaktorem, ale również przewodniczącym zarządu i prezesem, czyli wydawcą. „Times” to najbardziej kontrowersyjna gazeta wydana w czwartym co do wielkości stanie, Florydzie. Redaktorzy starają się przedstawić z punktu widzenia liberalnego kwestie polityczne, społeczne i gospodarcze dla czytelników, którzy są dość konserwatywni. To powoduje tarcia z reklamodawcami. Niezadowolenie konserwatywnych czytelników przejawia się w tym, że redakcja dostaje cały czas nieprzychylne listy. Gazeta chce przedstawić wyważony argument przedstawiają liberalny punkt widzenia na użytek konserwatywnych czytelników. Jest to w interesie publicznym. W tej chwili nakład gazety przekroczył nakład „Miami Herold”. „Saint Perios Broke Times” jest największym dziennikiem na Florydzie. Bezpośredni konkurent, konserwatywne pismo „Tampet Tribune” teraz sprzedaje dziennie sto tysięcy mniej gazet niż liberalne pismo „Times”.

„Atlanta Constitution”, „Washington Post” i „Saint Perios Broke Times” były wierne swoim przekonaniom, służyły zarówno czytelnikom, jak i zyskom, ponieważ w ten sposób uzyskały bezcenny kapitał jakim jest zaufanie czytelników. Oni wiedzą, że te gazety trzymają się swoich zasad, a kierują się interesem publicznym. Takie gazety nie dadzą się zastraszyć i społeczeństwo o tym wie. Nie będą pozytywnie pisać o przyjaciołach, ani też obawiać się wrogów, jeżeli to byłoby niezgodne z interesem publicznym. W razie konfliktu tych dwóch interesów, bez wahania będą kierować się interesem publicznym, a nie własnym, co wykazały niejednokrotnie. Czytelnicy to rozumieją, a gazety otrzymują największą nagrodę jakim jest zaufanie czytelników. A od zaufania biorą się zyski. Więc moi odważni przyjaciele, trzymajcie się wytyczonego kursu, jakim jest niezależność, ponieważ stanowi ona natchnienie dla nas wszystkich.

 

HYPERmedia 2002